Dzień 13 czyli Cluj -Napoca w świetle dnia, Cascada Răchițele i zakończenie podróży

Apuseni Rumunia

Tego dnia goniły nas myśli o powrocie, domu i pracy. O tym, że nasza przygoda dobiega końca i zaraz wracamy do „normalnego” życia. Jak dobre by to nasze „normalne” życie nie było, zakochaliśmy się w podróżowaniu! Kiedy okazało się, że mamy podobne odczucia, wspólnie zdecydowaliśmy, że będziemy się tym wyjazdem cieszyć do końca, do ostatniej chwili, zamiast biadolić, że przygoda się kończy. Zapakowaliśmy więc manatki i pojechaliśmy zobaczyć Cluj – Napocę w promieniach słonecznych.

Cluj Napoca

Nie jest do końca znane pochodzenie nazwy „Kluż” ale właśnie tak nazywało się to miasto przez setki lat, kiedy jego głównymi mieszkańcami byli Węgrzy, a ono samo leżało w węgierskich granicach. Przez lata Niemcy i Węgrzy żyli tu razem (nawet węgierski król Maciej Korwin rządzący w XV w. zalecił, aby sędzią miejskim byli na zmianę Węgier i Niemiec). Do tej pory miasto jest mieszanką kulturową, zamieszkaną przez Rumunów, Węgrów i Niemców (kolejność nie przypadkowa), a w wielu miejscach można znaleźć dwujęzyczne opisy (rumuńskie i węgierskie). Do tego oprócz różnorodności narodowej, możemy tu spotkać 3 religie, których świątynie stoją czasem tuż obok siebie: katolicyzm, protestantyzm i prawosławie. Po powstaniu Królestwa Rumunii w 1918 r. Cluj przestał znajdować się w węgierskich granicach, a późniejsze, komunistyczne rządu Rumunii dodały do nazwy drugi człon – Napoka, w nawiązaniu do rzymskich korzeni miasta i całego kraju.

Cluj Napoca Rumunia

Cluj Napoca Rumunia

Cluj Napoca Rumunia

Cluj Napoca Rumunia

Cluj Napoca Rumunia

Przechadzaliśmy się po Klużu i nie mogliśmy znaleźć swojego miejsca. Obejrzeliśmy kilka kościołów, spacerowaliśmy uliczkami. Filip nawet próbował dołączyć do Stefana Batorego (który był siedmiogrodzkim księciem!) składającego hołd Maciejowi Korwinowi, ale to też jakoś nie zaskoczyło.

Cluj Napoca Rumunia

Niezawodny przewodnik Pascala podpowiedział nam w końcu miejsce idealnie stworzone dla nas – skarpa przy Hotelu Belvedere, z widokiem na większość Klużu. Mieliśmy z niej widok na stare miasto, na nowe bloki (tak rzadko spotykane w Rumunii), na wzgórza okalające zabudowania, a nawet na ogromną halę sportową, w której w tych dniach odbywał się festiwal muzyczny. To było takie przeżywanie miasta, jakie nam odpowiada. Z daleka, bez obijania się o ludzi, w otoczeniu drzew, siedząc na trawie i wpatrując się w to wszystko, co nas otacza. Ostatecznie zapadła decyzja, że uciekamy z miasta. Czekały nas przecież jeszcze tego dnia widoczki.

Cluj Napoca Rumunia

Cluj Napoca Rumunia

Cluj Napoca Rumunia

Cascada Răchițele

Cascada Răchițele lub też Vălul Miresei (Welon Panny Młodej) jest ukryty w północnej części gór Apuseni (w przeciwieństwie do Twierdzy Ponor, która znajduje się na ich południu, opis w Dniu 2). Droga prowadzi wąską drogą, pięknym, nowiutkim asfaltem, w głąb jednej z apuseńskich dolin. Od miejsca, w którym zostawiliśmy samochód, do samego wodospadu szliśmy może 10 minut. Klimat gór znowu nam się udzielił. Szczyty strzelające w niebo, zimna szarość otaczających nas skał i zielone liście i igły wokół wprowadziły nas znowu w magiczny świat przyrody, którego najchętniej byśmy w ogóle nie opuszczali. Spodziewaliśmy się, że wodospad wpisze się w ten krajobraz, ale przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Ma 30 metrów wysokości i kilka szerokości. Nie grzmi jakoś bardzo, ale wszędzie wokół rozpyla mokrą mgiełkę, od której nagrzane słońcem ciało natychmiastowo marznie. Mógłby być symbolem natury – pięknej, silnej i niepowstrzymanej, kroczącej przed siebie z niewzruszoną pewnością. Spędziliśmy tam kilka chwil, a później wyruszyliśmy na krótki spacer po okolicy.

Cascada Rachitele Rumunia

Cascada Rachitele Rumunia

Cascada Rachitele Rumunia

Cascada Rachitele Rumunia

Cascada Rachitele Rumunia

Cascada Rachitele Rumunia

Było tam tyle dróg, którymi chętnie byśmy wyruszyli w góry! Ponownie utwierdziliśmy się w przekonaniu, że trzeba będzie przyjechać do Rumunii tylko dla gór. Gór, szlaków, zieloności i zmęczonych stóp. A może też wspinaczki? Na ostatnim odcinku spotkaliśmy ekipę wspinającą się w naturalnej ścianie. Jej najmłodszy reprezentant miał jakieś… 9 lat? Oj, po urlopie będzie trzeba ostro wrócić do trenowania!

Apuseni Rumunia

Apuseni Rumunia

Tego dnia zostały nam już tylko kilometry drogi do Oradei, znowu nad granicę.

Dnia 14 zdecydowaliśmy się nie opisywać. Zaliczyliśmy w nim tylko z rana Baile Felix, czyli znane, rumuńskie uzdrowisko, w którym poszliśmy do aqua parku (ja się tylko opalałam, ze względu na nogę), a po tym zostało nam już tylko 10 godzin powrotu do domu. To było długie 10 godzin, zwłaszcza dla Filipa, który spędził za kółkiem 8 godzin.  Warszawa przywitała nas jakąś specyficzną swojskością. No cóż, podróże podróżami, ale spanie we własnym łóżku to zawsze przyjemność 😊

 

Na koniec dziękujemy wszystkim tym, którzy czytali nasze wpisy (zwłaszcza naszym niestrudzonym Mamom!) ale też każdej osobie, która znalazła choć chwilę, żeby towarzyszyć nam w tej podróży. Wróciliśmy z niej prawie 4 tygodnie temu ale cały mamy poczucie, że jej ciągle nie domknęliśmy. Może nasza podróż po prostu nigdy się nie kończy? 😊

Damy znać, jak znowu gdzieś wyruszymy!

Przydatne info

  1. Baile Felix – wejście do aqua parku w Hotelu President dla osoby dorosłej kosztuje 30 lei.

A.

Dla ciekawskich:

Nasze podsumowani wyjazdu do Rumunii

5 najbardziej zaskakujących faktów o Rumunii

15 najpiękniejszych miejsc w Rumunii

Dzień 10 czyli drugie podejście do niedźwiedzi w Zărnești i kościoła Prejmer, starówka Brașova, zamek w Feldioarze, rozpadający się kościół w Homorodzie i warownia Rupea

Feldioara Rumunia

Vampire Camping okazał się bardzo przyjemnym miejscem, przebywa tam sporo naszych rodaków i chyba muszą przyjeżdżać regularnie, bo właściciel kampingu zna całkiem sporo słów po polsku. Opanowany raczej przez rodziny z dziećmi niż imprezowiczów, dał nam schronienie po wczorajszym błądzeniu w ciemności.

Od razu po pobudce zaczynamy zwijać obozowisko (w trakcie pochłaniamy śniadanie), bo przed nami drugie podejście do zobaczenia rezerwatu miśków. Docieramy do Zărnești Bear Sanctuary kilkadziesiąt minut po jego otwarciu (a czynne jest jedynie w wąskim okienku pomiędzy 9 a 11) i ku naszemu zaskoczeniu na miejscu wita nas ogromna kolejka.  Grzecznie w niej stajemy i czekamy… czekamy…. i czekamy. W pewnym momencie do naszych uszu dociera komunikat o braku miejsc w wycieczkach z językiem angielskim – znosimy to dzielnie, bo bardzo chcemy zobaczyć niedźwiedzie, chociażby przewodnik miał mówić po rumuńsku. Gdy już wyciągam rękę chcąc kupić bilety, pani w okienku informuje mnie, że nie ma już wolnych miejsc. Jak można mieć takiego pecha?  Po bezskutecznych próbach „dogadania się” zostajemy odprawieni z kwitkiem. Wielkie jest nasze rozczarowanie, bo rezerwat jest unikatowym miejscem – doświadczone przez los niedźwiedzie (znęcanie się, zmuszanie do pracy, odurzanie narkotykami) dostają tu drugą szansę na życie. Niestety tym razem nie dane nam będzie ich zobaczyć. Rozczarowani i źli ruszamy w dalszą drogę, po drodze przeganiając z niej konie.

Rumunia konie

Prejmer

Naszym następnym celem jest miejscowość Prejmer, gdzie mieści się jeden z najlepiej ufortyfikowanych kościołów we wschodniej Europie (do którego również robimy już drugie podejście – ostatnio dotarliśmy tu, gdy warownia była już zamknięta).  Otoczona murem świątynia sprawia wrażenie nie do zdobycia. Wysokie na 14 metrów mury dawały w przeszłości schronienie dla 270 rodzin. Zbudowana w XIII wieku przez krzyżaków forteca była wielokrotnie modernizowana i przebudowywana, a w swojej ostatecznej formie mieściła w swoich murach m.in. szkołę i młyn. Po raz kolejny jesteśmy pod wielkim wrażeniem rozmachu warownych kościołów.

kościół warowny Prejmer Rumunia

kościół warowny Prejmer Rumunia

kościół warowny Prejmer Rumunia

kościół warowny Prejmer Rumunia

kościół warowny Prejmer Rumunia

kościół warowny Prejmer Rumunia

kościół warowny Prejmer Rumunia

kościół warowny Prejmer Rumunia

Brasov

Wracamy do Brașova, by jeszcze raz zanurzyć się w starówkę tego pięknego miasta. Zaraz po zaparkowaniu ruszamy na targ po świeże owoce i kierujemy się w stronę Czarnego Kościoła. Ta największa w Rumunii świątynia swoją nazwę zawdzięcza czarnym śladom na elewacji, będącymi pamiątkami po pożarze w XVII w. Wznoszenie tej monumentalnej budowli zajęło mieszkańcom Siedmiogrodu blisko 100 lat, jego wnętrze jest istną mieszaniną stylów (niestety gotyckie wnętrze nie przetrwało pożaru), a dodatkową atrakcją są olbrzymie organy (ponad 4000 piszczałek), których brzmienia można posłuchać podczas odbywających się tu koncertów.

Czarny Kościół Brasov Rumunia

Czarny Kościół Brasov Rumunia

Czarny Kościół Brasov Rumunia

Po oględzinach kościoła pozwalamy sobie zgubić się w uliczkach starówki, powoli wędrując do dzielnicy Șhei, będącej niegdyś jedyną wolno dostępną dzielnicą dla Rumunów w Brașovie (w czasach gdy miastem rządzili Sasi). Na szczególną uwagę zasługuje Brama Șchei, będąca jedną z bram miejskich oraz Strada Sforii (ulica Sznurowa), będąca najwęższa uliczka w Europie o szerokości zaledwie 1,32 metra. Z ulicą tą wiąże się ciekawy przesąd: przejście przez nią ma uchronić parę od kłótni. Wiemy, że to tylko przesąd, ale na wszelki wypadek przechodzimy nią kilka razy…

Brama Schei Brasov Rumunia

Brasov Rumunia Strada Sforii

Brasov Rumunia Strada Sforii

Brasov Rumunia

Brasov Rumunia

Brasov Rumunia

Zamek w Feldioarze

Droga znowu nas wzywa. Z Brașova kierujemy się do Feldioary, gdzie odwiedzamy krzyżacki zamek górujący nad malowniczą okolicą.  W czasie średniowiecza miejscowość ta nosiła nazwę Marienburg (Malbork). Nie jest to zbieg okoliczności, ponieważ osada ta stanowiła w tamtym czasie siedzibę zakonu krzyżackiego. Obecna nazwa pochodzi od węgierskiego słowa Földvár które oznacza „zamek nad błotem”. Zamek jest bardzo dobrze zachowany, ale jego wnętrze dopiero przechodzi proces przygotowania dla zwiedzających. Po wspięciu się na mury i obejrzeniu ekspozycji ruszamy dalej.

zamek w Feldioarze Rumunia

zamek w Feldioarze Rumunia

zamek w Feldioarze Rumunia

zamek w Feldioarze Rumunia

zamek w Feldioarze Rumunia

zamek w Feldioarze Rumunia

Kościół warowny w Homorodzie

Kolejnym przystankiem jest miejscowość Homorod, gdzie mieści się (jakżeby inaczej?) kolejny kościół  warowny. Po przyjechaniu na miejsce okazuje się, że obecnie prowadzone są prace renowacyjne. Zastanawiamy się, czy uda nam się zobaczyć wnętrze. Po wejściu na podwórze spotykamy grupkę ludzi, jeden z nich natychmiast się nami interesuje i przy pomocy miejscowego nastolatka, zaczyna opowiadać nam historię kościoła (starszy Pan mówił tylko po niemiecku, a jego pomocnik operował i niemieckim i angielskim, co na jego 19  lat i raczej biedną okolicę wydaje się sporym osiągnięciem). Wchodzimy na szczyt wieży, po dość chybotliwych drewnianych drabinkach. Rozglądamy się po okolicy w międzyczasie podpytując naszego przypadkowego „przewodnika” o życie w Rumunii. Rozmowa z nim jest równie ciekawym doświadczeniem jak oglądanie panoramy okolicy. Po zejściu z wieży zaglądamy do przytulonego do niej kościoła, który zarówno od zewnątrz jak i od środka prosi się o remont. Opuszczamy to miejsce z dużym przeświadczeniem, że potencjał turystyczny Rumunii dopiero czeka na pełne rozwinięcie, a takie miejsca jak Homorod na renowację, która ukaże je w pełnej krasie.

kościół warowny Homorod Rumunia

kościół warowny Homorod Rumunia

kościół warowny Homorod Rumunia

kościół warowny Homorod Rumunia

kościół warowny Homorod Rumunia

Warownia Rupea

Dzień powoli dobiega końca, zaczyna też lekko kropić. Na dzisiaj został nam już tylko jeden zamek do odwiedzenia, mieszczący się w tej samej miejscowości co nasz nocleg, noszącej nazwę Rupea. Nad niewielkim miastem góruje zamek, którego prapoczątki sięgają aż VII w. Leżąca na szlakach komunikacyjnych osada w średniowieczu kwitła. Czasy świetności miasta zakończyły się dopiero w XV w. , gdy zostało ono splądrowane przez Turków, a zamek zniszczony. Ruiny zostały odrestaurowane i oddane do dyspozycji zwiedzających. Wspinamy się po wzgórzu, a po przejściu bramy twierdzy, po drodze z kocich łbów, do najwyższego punktu, aby  móc podziwiać przepiękną panoramę miasta oraz malownicze krajobrazy Siedmiogrodu. Po drodze mijamy liczne wieże i pomieszczenia gospodarcze – niestety zupełnie puste, ale oczyma wyobraźni dostrzegamy jak mogłoby wyglądać życie w takim miejscu.

Warownia Rupea Rumunia

Warownia Rupea Rumunia

Warownia Rupea Rumunia

Warownia Rupea Rumunia

Warownia Rupea Rumunia

Warownia Rupea Rumunia

Zwiedzanie zamku kończy atrakcje zaplanowane na dzisiaj – kierujemy się w stronę znalezionego wcześniej hotelu. Drzwi otwiera nam miła starsza Pani, która niestety nie rozumie nic po angielsku, ale za to potrafi komunikować się po niemiecku, więc jakoś udaje nam się dogadać. Pokój, który dla nas przygotowała, przekracza nasze najśmielsze oczekiwania – w takim miejscu jeszcze nie mieliśmy okazji nocować. W połowie po niemiecku, a w połowie na migi, nasza gospodyni zaprasza nas na szklaneczkę palinki. Przez grzeczność nie możemy odmówić. Gdy zasiadamy do stołu spotykamy pozostałych gości hotelu – sędziwego Niemca i parę włosko-turecką. Prawie do północy snujemy opowieści o podróżach i historii Transylwanii, popijamy palinkę i spoglądamy na pięknie oświetlony zamek.

Przydatne info

  1. Vampire Camping – kamping położony tuż obok zamku Bran, oferujący bardzo dobre warunki w przystępnej cenie (za dwie osoby, namiot i możliwość zaparkowania auta zapłaciliśmy 73 leie). Dodatkowym atutem jest właściciel kampingu znający kilka zwrotów po polsku 😊
  2. Zarnesti Bear Sanctuary – rozpiska z cenami biletów znajduje się na stronie:, polecamy zjawić się na miejscu jak najwcześniej z uwagi na ograniczoną ilość biletów na dany dzień.
  3. Prejmer – za zwiedzanie zapłacimy odpowiednio 10 lei za osobę dorosłą i 5 za studenta.
  4. Czarny kościół w Brașovie – wejście kosztuje 6 lei za osobę dorosłą i 3 za studenta. Wieczorami w kościele odbywają się koncerty organowe (w tym czasie świątynia jest zamknięta dla zwiedzających).
  5. Feldioara – za wejście na teren zamku zapłacimy 15 lei za osobę dorosłą i 5 za studenta.
  6. Rupea – możliwość odwiedzenia będzie nas kosztować 10 lei (brak zniżek dla studentów).

F.

Dla ciekawskich: Nasze podsumowanie wyjazdu do Rumunii

Dzień 8 czyli zamek chłopski w Râșnovie, siedziba Drakuli w Branie, warowny kościół w Harmănie i spacer po Brașovie

Zamek Bran Rumunia

Deszcz padał mocno przez całą noc. Nad ranem lekko się uspokaja, ale nie przestaje całkowicie . Zaplanowaliśmy na dzisiaj sporo atrakcji i zaczynamy się zastanawiać, czy przyjdzie nam je oglądać w ulewie. Na nasze szczęście po przejechaniu na drugą stronię Bucegów, pogoda jest zdecydowanie lepsza.

Râșnov

Naszą dzisiejszą podróż rozpoczynamy od miejscowości Râșnov, gdzie mieści się zamek noszący tą samą nazwę. Dojeżdżamy pod wzgórze, na którym położona jest twierdza i ku naszemu zdziwieniu odkrywamy, że możemy się na nie dostać za pomocą wagoników przypominających ciuchcię, ciągniętych przez wielkie ciągniki. Nie możemy przegapić takiej okazji i już po chwili mozolnie pniemy się pod górę. Krótka przejażdżka kończy się pod imponującymi murami chłopskiego zamku. Tego typu budowle obronne nie pełniły na co dzień funkcji mieszkalnych, a służyły lokalnej społeczności wiejskiej, która je budowała i utrzymywała, jako schronienie w razie niebezpieczeństwa.

zamek chłopski Rasnov Rumunia

zamek chłopski Rasnov Rumunia

zamek chłopski Rasnov Rumunia

Twierdza została wybudowana prawdopodobnie przez krzyżaków w XIII w., a po ich wygnaniu z tych ziem opiekę nad nim przejęły okoliczne gminy saskie. Zamek nigdy nie został zdobyty w walce, jednak na początku XVII w. załoga została zmuszona do kapitulacji z powodu braku wody. Z tej też przyczyny rozpoczęto drążenie w skale studni głębinowej, zbudowanej według legendy przez tureckich jeńców. Po jej ukończeniu w połowie XVII w. okoliczna ludność mogła przebywać bezpiecznie za murami przez okres nawet trzech lat (co z resztą miało miejsce)!

Zamek góruje nad okolicznymi terenami i jest naprawdę imponujących rozmiarów. Podczas zwiedzania zaczyna lekko kropić, ale nie przeszkadza nam to w penetrowaniu zakamarków twierdzy. Bardzo strome wzgórze na którym stoi, wielkie i grube mury oraz wystarczająca ilość miejsca na pomieszczenie całej armii sprawiają, że nie mamy żadnych wątpliwości, że twierdza była niezdobyta.

zamek chłopski Rasnov Rumunia

zamek chłopski Rasnov Rumunia

zamek chłopski Rasnov Rumunia

zamek chłopski Rasnov Rumunia

zamek chłopski Rasnov Rumunia

Po pokonaniu drogi w dół (również ciuchciopodobnym wagonikiem), wsiadamy do Cheviego i ruszamy do miejscowości Zarnesti, gdzie mieści się Libearty Bear Sanctuary. Niestety w trakcie sprawdzania dokładnego położenia rezerwatu dowiadujemy się, że jest on otwarty dla odwiedzających jedynie pomiędzy godziną 9 a 11. Z uwagi na fakt, że właśnie mija południe, decydujemy się kontynuować wyprawę i powrócić do miśków innego dnia.

Zamek Bran

Kolejnym naszym celem jest chyba najbardziej znany i rozpoznawalny budynek w Rumunii – Zamek Bran.  Twierdza stała na straży granicy z Wołoszczyzną, a po włączeniu Transylwanii do Królestwa Rumunii na początku XX w., została podarowana królowej Marii, która zmieniła ją w swoją letnią rezydencję. Zamek swoją światową sławę zawdzięcza irlandzkiemu pisarzowi Bramowo Stokerowi, który wykorzystał go jako inspirację dla karpackiej siedziby wampira Drakuli. Ciekawym jest, że ani pisarz, ani Vlad Palownik (pierwowzór Hrabiego) nie odwiedzili murów zamku. Jednak nie stanęło to na przeszkodzie w skojarzeniu go ze słynnym krwiopijcą i zbudowaniu na tym jego legendy.

zamek Bran Rumunia

Pierwszy raz podczas naszej podróży po Rumunii odwiedzamy miejsce, którego potencjał komercyjny został w pełni wykorzystany: sporo pensjonatów i restauracji nosi w sobie jakiś ślad po Drakuli (styl budownictwa, nazwę lub symbol w szyldzie), a droga do zamku to istny targ, gdzie zakupić można mnóstwo „pamiątek”, z których znakomita większość nawiązuje do słynnego wampira.

Po wspięciu się na wzgórze twierdza ukazuje się nam w całej swojej okazałości i pomimo tego, że powieść Brama Stokera jest fikcją, nie możemy oprzeć się wrażeniu czegoś mrocznego w tych starych murach. Zwiedzanie całego zamku zajmuje dłużej niż się początkowo spodziewaliśmy, głównie za sprawą wąskich korytarzy i schodów oraz bardzo dużej liczby turystów odwiedzających to miejsce. Mały dziedziniec ze studnią okalają liczne wieże i balkony. W komnatach znajdujemy opis historii tego miejsca, jak również wierzeń tutejszych mieszkańców, z których wywodzi się Stokerowy potwór. Niezaprzeczalnie jest to jeden z najpiękniejszych i najbardziej interesujących zabytków jakie do tej pory widzieliśmy.

zamek Bran Rumunia

zamek Bran Rumunia

zamek Bran Rumunia

zamek Bran Rumunia

zamek Bran Rumunia

zamek Bran Rumunia

Harmăn

Po wizycie w Branie kierujemy się w stronę niewielkiej wioski Harmăn, gdzie mieści się jeden z lepiej zachowanych kościołów warownych Transylwanii. Otoczony ponad pięciometrowym murem dawał schronienie okolicznym mieszkańcom w czasie licznych najazdów, jakie miały miejsce w ponad ośmiuset letniej historii warowni.

kościół warowny Harman Rumunia

kościół warowny Harman Rumunia

kościół warowny Harman Rumunia

kościół warowny Harman Rumunia

kościół warowny Harman Rumunia

Po Harmănie kierujemy się do sąsiedniej wioski o nazwie Prejmer, w której znajduje się inny kościół warowny, jednak spotyka nas przykra niespodzianka – obiekt jest otwarty dla zwiedzających jedynie do godziny 18, a jest 18:10. Dostajemy gorzką lekcje by zawsze sprawdzać godziny otwarcia zabytków, które chcemy zwiedzić.

Lekko zawiedzeni i strasznie głodni udajemy się do naszego miejsca docelowego – miasta Brașov. Po szybkim posiłku urządzamy sobie spacer po rynku i starym mieście. Gdyby nie parasole restauracji i ubiór ludzi śmiało moglibyśmy uznać, że cofnęliśmy się w czasie. Nad rynkiem góruje Czarny Kościół – największa sakralna budowla w Rumunii, obok którego znajduje się pomnik Johannesa Honterusa, zwanego braszowskim Lutrem.

Brasov Rumunia

Brasov Rumunia

Brasov Rumunia

Pozwalając sobie jeszcze na kilka chwil błądzenia po ulicach Brașova, kierujemy się w stronę hotelu na zasłużony odpoczynek.

Przydatne info

  1. Râșnov – kolejka (a raczej wagonik podczepiony do ciągnika) dowożąca turystów z parkingu do wejścia na zamek kosztuje 5 lei za osobę, a za samo wejście na teren fortyfikacji zapłacimy 12 lei za osobę dorosłą i 6 za studenta.
  2. Bran – polecamy rozpocząć szukanie miejsca do zaparkowania jak tylko zamek ukarze się w polu widzenia. Zwiedzanie kosztuje 40 lei za osobę dorosłą i 20 za studenta (legitymacja studencka jest skrupulatnie sprawdzana w tym obiekcie, w pozostałych miejscach się to nie zdarzało). Zamek oferuje też dodatkowe atrakcje (dodatkowo płatne) takie jak nocne zwiedzanie z Drakulą.
  3. Harmăn – za wstęp na teren kościoła warownego trzeba zapłacić 10 lei za osobę dorosłą i 5 za studenta.

F.

Dla ciekawskich: Nasze podsumowanie wyjazdu do Rumunii