Saksonia Szwajcarska. Było warto.

Mieliśmy kilka luźnych pomysłów gdzie jechać w majówkę, jednak kiedy Filip zaproponował Saksonię, prawie od razu mieliśmy decyzję. Jedziemy do Niemiec! Jak zwykle zaczęliśmy od blogowego researchu i stworzenia mapy atrakcji, które koniecznie chcemy zobaczyć. Oglądałam zdjęcia i nie mogłam powstrzymać westchnień zachwytu – a to tak blisko polskiej granicy! Już czułam, że to będzie udany wyjazd. Góry, zieloność, rowery i nocowanie w namiocie. Do tego pierwszy raz mieliśmy zrobić to ekonomicznie, więc kupiliśmy jedzenie w Polsce (przygoda!). Czegóż chcieć więcej?

Jak było? Pozwólcie, że opowiem Wam w 6 krótkich epizodach.

EPIZOD 1

Termy Toscana

Jest mokro. Jest dramatycznie mokro. Wczoraj, ok 23:00 zameldowaliśmy się (jakimś cudem) na naszym campingu, a ok 1:00 zaczęło padać. I nie przestaje. Dlatego zamiast się namiotować i cieszyć słońcem na rowerach przyjechaliśmy do Term Toscana – wymoczyć tyłki i przesuszyć ubrania. Tutaj deszcz nie przeszkadza, a zupełnie nie budżetowa pizza przyjemnie ciąży na żołądku.

Załapaliśmy się w Termach na happy hours, więc weszliśmy za 17 euro na 3 godziny (zamiast na 2), co jest możliwe od poniedziałku do piątku w godzinach 16:00-19:00. Woda nie była przesadnie gorąca, ale taka akurat, żeby rozgrzać nasze kości zmęczone walką o każdą odrobinę ciepła w nocy.

PS. Namiot nie wysechł jak wróciliśmy. Ciągle padało.

Termy Toscana Bad Schandau Saksonia Niemcy

EPIZOD 2

Bastei

Stoję na punkcie widokowym i chłonę. Nie przeszkadzają mi ludzie ani to, że jednak się trochę zgrzałam dreptając tutaj. Nie przeszkadza mi nawet ciche burczenie w brzuchu. Jest pięknie. Zielone wzgórza porośnięte lasami i łąkami, przecięte złotymi polami rzepaku. Skały, jakby wyszły spod ręki rzeźbiarza. Pełne wgłębień, rys i fałdek, w różnych odcieniach szarości. W oddali Łaba, powoli snująca się przez całą Saksonię. To jeden z takich momentów, które chciałoby się wydłużyć w nieskończoność.

Most Bastei i ruiny zamku Neurathen robią wrażenie. Trochę przytłaczają samym faktem, że zamek został wybudowany w XII wieku – a to oznacza, że ludzie wnieśli tu potrzebny budulec na własnych plecach. Szliśmy z Rathen, to kawałek drogi, choć w zasadzie nie czuć tego jakoś bardzo. Kiedy jesteś głodny świeżej zieloności liści i powietrza bez spalin, wszystko wygląda inaczej. I czas płynie inaczej. I wszystko jest jakieś inne. Lepsze.

Bastei Saksonia Szwajcarska Niemcy Bastei Saksonia Szwajcarska Niemcy

EPIZOD 3

Pfaffenstein 

Podobno jest tu taka formacja skalna, która nazywa się Barbarina i wygląda zniewalająco, więc pędzimy, żeby zobaczyć w jej okolicy zachód słońca. Dosłownie pędzimy, bo Filip namówił mnie na bieg. Sama w to nie wierzę. Po jakimś czasie mamy wrażenie, że się zgubiliśmy, bo chyba oddalamy się od celu. Pffafenstein jest ukryty w lesie i wygląda na to, że wybraliśmy zły kierunek. A słońce wcale na nas nie czeka – coraz bardziej zbliża się do horyzontu. Więc biegniemy z powrotem – do ławeczki, która wpadła nam w oko w tę stronę. Filip mnie wyprzedza a mój bieg coraz bardziej zmienia się w rozpaczliwy trucht. Kiedy go doganiam, siedzi już na ławeczce i wpatruje się w spektakl zachodzącego słońca.

 

Siedziliśmy tam prawie godzinę. Na zwykłej ławeczce, obok zwykłego pola, na którym stała jakaś stara cysterna. Po prawej mieliśmy Twierdzę Königstein, skąpaną w rozproszonym, miękkim świetle zachodzącego słońca. Wszystko było złoto różowe miękkie, jak poduszka i kocyk przed snem. Zwykłe chwile mają czasem w sobie najwięcej uroku.

 

PS. Barbariny nie znaleźliśmy. Okazało się później, że trzeba po prostu wleźć na górę.

Pffafenstein Saksonia Szwajcarska Niemcy

Pffafenstein Saksonia Szwajcarska Niemcy

Pffafenstein Saksonia Szwajcarska Niemcy

EPIZOD 4

Neustadt, Drezno

Pogoda, jak przez większość wyjazdu, jest średnio na jeża, więc jedziemy do Drezna. Zaraz po wjeździe orientujemy się, dlaczego miasta tak bardzo nam nie odpowiadają. Parkowanie zajmuje nam jakieś 15 min i od razu się odechciewa czegokolwiek. Oglądamy barokowy pałac Zwinger, który robi na nas duże wrażenie ale jednak… no wiecie, cegła na cegle i jakoś leci z tymi budynkami, no nie? Przenosimy się więc do Neustadt, dzielnicy artystów. Artystami nie jesteśmy (no, Filip trochę maluje, true) ale to, co zobaczyliśmy w Kunsthoff Passage absolutnie nas urzeka. Patrzymy na kolorowe ściany i przyczepione do nich płytki. Na kolorowe chorągiewki na wietrze i rzemieślnicze sklepy. I na największą atrakcję – Grający Dom. To moment, w którym, jak na złość, nie pada. Na całej elewacji domu ustawione są rury, rynny i trąbki, które podobno w czasie deszczu – grają!

 

Widok był niesamowity. Zagubiliśmy się w tym pasażu tylko na chwilę, ale mieliśmy wrażenie, jakbyśmy weszli w zupełnie inny świat.

Drezno Neustadt Niemcy

Drezno Neustadt Niemcy

EPIZOD 5

Rowerem wzdłuż Łaby

Jedziemy. W końcu przecież po to wzięliśmy rowery, ale do tej pory pogoda niestety nie dopisywała. W sumie to jakoś tak się nastawiłam na te Niemcy, że umknęło mi, jak bliziutko jest do Czech. 15 km w jedną stronę wzdłuż Łaby, porządną ścieżką rowerową, na której wyprzedzają nas rodzinne wycieczki. W Czechach zaliczamy spacer do Pravcickiej Bramy – 16-metrowego okna skalnego nad przepaścią. Ale chyba nie to najbardziej mnie urzeka. Najbardziej zachwyca mnie ta droga wzdłuż rzeki. Ta praca własnych mięśni i świeże powietrze w nozdrzach.

 

Pod koniec w drodze powrotnej już trochę bolały nas nogi, to prawda. Ale to jest takie zmęczenie, dzięki któremu łatwiej się zasypia wieczorem. Tak człowiek chce się męczyć codziennie.

iemcy, saksonia szwajcarska, Łaba

EPIZOD 6

Kemping Königstein

Kilometry zrobione na rowerze weszły nam w siedzenia. Właśnie wróciliśmy z Lidla i zabieramy się za gotowanie obiadokolacji. Makaron powoli gotuje się na butli gazowej, a ja siedzę przed naszym domkiem i oglądam jak słońce powoli się zniża, ostatecznie chowając się za Lilliensteinem. Przede mną jest srebrna wstęga Łaby, siedzę w piżamie na trawie i przygotowuję jedzenie. Takie zwykłe czynności, w takich pięknych okolicznościach przyrody.

Też macie tak, że dopiero poza miejscem zamieszkania jest czas na docenienie tych prostych rzeczy? Ba, dopiero tam jest czas, żeby na spokojnie porozmawiać z bliskimi Wam ludźmi i dać tej rozmowie płynąć?

Saksonia Szwajcarska Niemcy Kemping Konigstein

Saksonia Szwajcarska Niemcy Kemping Konigstein

Saksonia Szwajcarska Niemcy Kemping Konigstein

 

ZAKOŃCZENIE

Saksonia nie rozpieszczała nas pogodowo. Do tego stopnia, że nie daliśmy rady nocować w namiocie – za duże było prawdopodobieństwo, że skończymy chorzy, a przecież nie o to chodziło. Ale okazała się zupełnie magicznym miejscem. Trochę mi odczarowała Niemcy, na która patrzyłam przez pryzmat historii i Berlina. Było pięknie. Było spokojnie. Było radośnie. Zmęczyliśmy się, ale tak dobrze się zmęczyliśmy, odpoczywając. Polecamy Saksonię z całego serca. To trochę jak przenieść się w świa baśni braci Grimm – zamki, księżniczki, domki z tymi charakterystycznymi drewnianymi wzmocnieniami.  Pola rzepaku, lasy i góry. I tak blisko od granicy! Ach!

Dla dociekliwych załączam poniżej mapę wszystkich miejsc, które odwiedziliśmy. Te żółte polecam szczególnie!

A.

 

PS. A jeśli spodobała Ci się Saksonia Szwajcarska, to zapraszamy do wpisu 6 największych atrakcji Saksonii Szwajcarskiej

W kwestii bliskich lokalizacji, polecamy też Czeskie Skalne Miasto.