Jeden dzień w Czarnobylu

Nie planowaliśmy tego, a jednak była to chyba największa przygoda 2018 roku. Odwiedziliśmy Czarnobyl – miejsce z ciężką historią i złą sławą, do którego jednych ciągnie, a które innych odrzuca. Dla mnie Czarnobyl był miejscem jak z filmu albo z gry, pociągającym, ale na tyle abstrakcyjnym, że jakoś nigdy realistycznie nie myślałam o wyjechaniu tam. Filip pomyślał za mnie.

To chyba najtrudniejszy dla mnie wpis do tej pory. Jest tyle do przekazania i nie bardzo wiem jak to zrobić, żeby dobrze oddać Wam fakty i własne myśli. Ale spróbuję.

26.04.1986, noc. Tego dnia w elektrowni jądrowej na Ukrainie przeprowadzono eksperyment, który powinien mieć miejsce jeszcze przed uruchomieniem reaktorów. Zabrakło czasu, więc eksperyment odbył się po 3 latach od uruchomienia 4 reaktora. Niestety, reaktor miał wady konstrukcyjne , które doprowadziły do wybuchu (po więcej szczegółów odsyłam na Wikipedię, jest to tam zaskakująco prosto wyjaśnione, a ja nie chcę popełnić błędu). A w sumie – do dwóch wybuchów. Ich konsekwencją była śmierć i choroba wielu osób, a także skażenie terenu o powierzchni nawet do 146 tysięcy kilometrów kwadratowych na Ukrainie i Białorusi.

Wjazd do Strefy

Do Strefy można (legalnie) wejść tylko z przewodnikiem. My byliśmy tam w ramach wyjazdu zorganizowanego, a naszym przewodnikiem był Ukrainiec mówiący po polsku, Dima. Wjazd do Strefy kontroluje wojsko, a oprócz biletu (imiennego) należy okazać także dokumenty (w naszym przypadku paszport). To wszystko zajmuje dużo czasu, więc weszliśmy dopiero o 11:30, ale już na pierwszych metrach za bramą wyszukiwaliśmy oznak “inności”  tego miejsca.

wjazd do Czarnobyla

wjazd do Czarnobyla

Do biletów dostaliśmy dołączone zasady bezpieczeństwa obowiązujące w Strefie:

  • Noszenie długich nogawek i rękawów, tak aby zasłonić jak największą powierzchnię skóry
  • Słuchanie poleceń przewodników
  • Trzymanie się wyznaczonych tras
  • Mycie rąk przed jedzeniem i po wyjeździe ze Strefy
  • Unikanie palenia, picia i spożywania czegokolwiek na otwartym powietrzu
  • Unikanie dotykania czegokolwiek
  • Zakaz siadania na ziemi (która jest napromieniowana dużo bardziej niż powietrze)
  • Zakaz spożywania czegokolwiek pochodzącego ze Strefy
  • Zakaz  picia wody pochodzącej ze Strefy

Zasady bezpieczeństwa Czarnobyl

Opuszczona?

Strefa wokół elektrowni dzieli się na dwie części – w promieniu 10 km od reaktora strefę zamkniętą, a w promieniu 30 km, strefę stałej kontroli. Nie ma tam jakiejś jasnej granicy czy muru – są one wydzielone na podstawie siły promieniowania, które dotknęło tego terenu. W moim wyobrażeniu obie te strefy były zupełnie opustoszałe, jeśli nie liczyć autobusów z turystami. Czekało mnie w tej kwestii ogromne zaskoczenie, ponieważ (według naszego przewodnika) w Strefie na co dzień pracuje ok 5000 osób, z czego część z nich mieszka na miejscu, a reszta dojeżdża autobusami. Zajmują się głównie budową magazynów na paliwo jądrowe, które jest wydobywane ze wszystkich reaktorów, a jeszcze do niedawna także budową drugiego sarkofagu nad reaktorem 4. Do tego są tu też hotele i restauracja dla turystów, którzy przyjeżdżają na więcej niż jeden dzień. Warto wspomnieć, że Strefa w zasadzie nigdy nie była zupełnie opuszczona – elektrownia pracowała aż do 2000 roku (wtedy został wygaszony reaktor 3) i do tego czasu jej pracownicy tam mieszkali. W czasie naszej podróży zastanawiałam się z czego to wynika, skoro Strefa była skażona, ale chyba wykazałam się w ten sposób bardzo wąskotorowym myśleniem. Wystarczyło kilka chwil na doczytanie i przed moimi oczami ukazała się dodatkowa tragedia związana z katastrofą.

Po pierwsze, po zbudowaniu pierwszego sarkofagu, silne skażenie utrzymywało się tylko w niektórych miejscach. Po drugie to przecież nie jest tak, że jednego dnia elektrownia pracuje, drugiego ją wyłączamy i po krzyku. Wybuch w Czarnobylu doprowadził do ogromnych deficytów energetycznych na Ukrainie, i chociaż, już jako niepodległy kraj, planowali wyłączenie wszystkich reaktorów do 1993 roku (po pożarze w bloku 1 w 1991), to udało się to dopiero po 9 latach. Nie mówiąc już o kosztach likwidacji szkód po wybuchu, które zdecydowanie przerosły młody kraj (w tej kwestii wsparcia finansowego udzieliła grupa G8 oraz Unia Europejska).

Czarnobyl

Flora i fauna  w Zonie

Po Strefie poruszaliśmy się autokarem. Wśród zimowych, szarych gałęzi widzieliśmy dziesiątki opuszczonych domów, zarośniętych drzewami i bluszczem. Dima mówił, że mamy szczęście, że jesteśmy tu zimą, bo przyroda tak się tu rozpleniła, że latem nie dostrzeglibyśmy żadnego z tych budynków. Latem w zupełności pochłania je roślinna dżungla. Z resztą nie tylko flora dobrze poczyna sobie w Strefie. Przez pozostawione tam resztki żywności w pierwszej kolejności rozrosła się tam bardzo populacja gryzoni, a za gryzoniami przyszły drapieżniki. Do tego w zasadzie tylko tutaj można spotkać 2,5 metrowe sumy. Dzięki temu, że nie są odławiane, mogą osiągać swoje maksymalne rozmiary. Mitem jest jednak, że powstały tam nowe gatunki albo stare się zmutowały – wręcz przeciwnie. Przyroda radzi sobie w Strefie wyśmienicie (wliczając w to bezdomne psy).

psy Czarnobyl

Reaktor 4 – miejsce eksplozji

Na początek pojechaliśmy do serca katastrofy, czyli pod reaktor 4. Promieniowanie wykracza tam ponad normę tylko trochę, a samo miejsce wygląda zaskakująco… zwyczajnie? Jest to zasługą drugiego sarkofagu, zwanego arką, który zasłania reaktor. Jego podstawa ma wymiary 150 x 250 metrów, ma ponad 100 metrów wysokości i waży 29 ton. Był budowany obok reaktora, a następnie nasunięty na niego specjalnymi szynami (polecamy obejrzeć ten film). Obok stoi pomnik Likwidatorów awarii. Bezpośrednio wskutek katastrofy zmarło 30 strażaków, którzy gasili pożar, który wybuchł przez eksplozję. Nie zostali poinformowani o zagrożeniu promieniowaniem (w tamtym momencie nikt w zasadzie nie znał skali zagrożenia), więc wszyscy zmarli niedługo później – 2 od poparzeń, a pozostałych 28 wskutek choroby popromiennej. W tym miejscu chyba jeszcze nie do końca docierała do mnie skala tego wydarzenia, a moje zmysły dopiero zaczynały się wyczulać na otaczającą nas pustkę.

reaktor 4 sarkofag Czarnobyl

Reaktor 4 Czarnobyl

A obiad…

Kolejnym punktem wycieczki był obiad w czarnobylskiej stołówce. Niby nic, ale to miejsce tak idealnie wpisuje się w abstrakcyjny krajobraz wokół, że szkoda by o tym nie napisać. Przed wejściem trzeba przejść kontrolę radiacyjną (niestety nie mamy zdjęcia ale to taka odsłonięta budka, w której się staje, przykłada ręce do specjalnych czujników i jak zaświeci się zielona lampka – to znaczy, że my nie świecilibyśmy w ciemności), a później przechodzi się do samej stołówki. Wygląda jak połączenie szkolnej stołówki z lat 90. z wojskową kantyną – metalowe blaty, otwarta kuchnia, do tego plastikowe stoły i krzesła. Wiszą całoroczne dekoracje – papierowe sanie naklejone na metalowym regale, 3 wycięte z papieru śnieżynki oraz 4 wielkanocne jajka. Patrząc na obsługę, która wydawała posiłki, miałam poczucie, że jednak przenieśliśmy się ze szkoły do stołówki w więzieniu – tak mieli niezadowolone i zacięte miny. Muszę przyznać, że zapamiętam ten obiad na długo – rozgotowany ryż, okropnie niedoprawiony kotlet mielony w jajku zamiast panierki, jakieś warzywa i strasznie straszny kompot. Filip zjadł, mówiąc, że “to tylko paliwo” ale ja nie dałam rady nawet dokończyć porcji.

Czarnobyl stołówka

Czarnobyl stołówka

Ewakuacja

Kiedy jechaliśmy do Prypeci, Dima opowiadał nam o ewakuacji. Dokonano jej dopiero ponad 24 godziny po wybuchu, 27.04. Z całego terenu ewakuowano ok 100 000 osób (sama Prypeć miała 43 tysiące mieszkańców). Ludzie byli informowani, że są ewakuowani tylko na tydzień (taki był wstępny plan), a w Strefie został cały ich majątek. Jest to podwójnie przygnębiające, ponieważ Prypeć była młodym i bogatym miastem (np. na każdą rodzinę przypadał samochód osobowy, co w ZSRR było niespotykane), a średnia wieku jej mieszkańców wynosiła 27 lat. Elektrownia najpierw dała im dostatek, a później stała się powodem, dla którego musieli opuścić swoje domy.

Oprócz Prypeci ewakuowano także Czarnobyl oraz okoliczne kołchozy i kilka wiosek. Znaleźli się jednak tacy, którzy z ewakuacją nigdy się nie pogodzili. Rok po katastrofie do swoich wiejskich domów powróciło nielegalnie ok 1000 osób. Byli to w większości ludzie po 50-tce, którzy nie chcieli układać sobie życia od nowa gdzieś indziej. Około setki z nich nadal żyje, mieszkając w podniszczonych domach, w otoczeniu pustostanów i ciągle rozrastającej się roślinności. Samosieje, bo tak na nich mówią Ukraińcy, żyją z uprawy swojego kawałka ziemi i chyba są szczęśliwi. Co ciekawa, nie zanotowano wśród nich zgonów związanych z promieniowaniem.

Nadszedł czas na Prypeć

Sztandarowe miasto katastrofy, z charakterystycznym i rozpoznawalnym przez wszystkich diabelskim młynem. Miasto bardzo młode, bo powstało dopiero w 1970 roku i zostało wybudowane specjalnie do “obsługi” czarnobylskiej elektrowni. Kiedy myślę o miastach powstających na terenach dawnego ZSRR, wyobrażam sobie raczej smutną szarość i ciągnące się w nieskończoność, pokraczne blokowiska. Jakież było moje zaskoczenie kiedy okazało się, że Prypeć zupełnie nie spełnia tych kryteriów! Obok straszących wybitymi oknami i grzybicznymi naciekami bloków, można znaleźć takie perełki jak Szkoła Sztuk Pięknych, ozdobiona na wejściu kolorową mozaiką. W środku, w sali koncertowej, na scenie ciągle stoi dawno już nie używany fortepian.

Szkoła Muzyczna Prypeć Czarnobyl

Szkoła Sztuk Pięknych Prypeć Czarnobyl

Prypeć Czarnobyl

Obok portu, z którego odlatywały wodoloty do Kijowa, stoi kawiarnia Prypeć, której okna ozdobione są przepięknymi witrażami. Albo raczej były ozdobione, bo część z nich została wybita przez wandali. Obserwując to wnętrze miałam poczucie, że to miejsce zachwyciłoby także współczesnych odwiedzających. Ja sama chętnie wpadłabym tu na herbatę z widokiem na port.

witraż restauracja Prypeć Czarnobyl

kawiarnia Prypeć Czarnobyl

Przechadzając się zarośniętymi i zasypanymi śniegiem chodnikami, wystarczy przymknąć oczy, żeby wyobrazić sobie jak ten spacer wyglądałby ponad 30 lat temu – rozmawiający ze sobą ludzie, mróz i budynki ozdobione neonami. Neonami, które już nigdy nie zaświecą.

Gotel Polesie Prypeć Czarnobyl

Dom Kultury Energetyk Prypeć Czarnobyl

kawiarnia Prypeć Czarnobyl

Są tam też zwykłe miejsca, takie jak w każdej miejscowości. Supermarket, basen, czy sala gimnastyczna – budynki, które ciągle mogłyby być w użytku i służyć ludziom, na swoje czasy bardzo nowoczesne i zapewne odwiedzane przez dziesiątki ludzi dziennie. Po latach wywołują mieszankę smutku i strachu, kiedy idzie się wśród połamanych mebli, wyłamanych okien i śladów pleśni. Trudno jest tam zwiedzać inaczej, niż w ciszy.

sala gimnastyczna Prypeć Czarnobyl

basen Prypeć Czarnobyl

basen Prypeć Czarnobyl

sala gimnastyczna Prypeć Czarnobyl

Prypeć Czarnobyl

Przed wyjazdem, myśląc o Prypeci, jako pierwszy stawał mi przed oczami diabelski młyn z żółtymi wagonikami. To ostatnie miejsce, w którym byliśmy. Diabelski młyn, jakieś karuzele, tor do zderzających się samochodzików. Wszystko ugryzione brązowym zębem rdzy, kolorystycznie spójne z ogołoconymi z liści drzewami wokół. Dostałam dodatkową dawkę smutku i jakiegoś rozczarowania, kiedy okazało się, że park rozrywki nigdy nie został oddany do użytku – jego otwarcie było zaplanowane na 1.05.1986, czyli na 6 dni po katastrofie.

mural Prypeć Czarnobyl

diabelski młyn Prypeć Czarnobyl

park rozrywki Prypeć Czarnobyl

park rozrywki Prypeć Czarnobyl

Po powrocie do Polski dostałam pytanie “co tam właściwie zwiedzać?” No cóż, prawda jest taka, że tam nie ma nic do ZWIEDZANIA, w takim zwyczajowym rozumieniu. W Strefie można być i obserwować, odczuwać. Dostrzegać ludzką tragedię w wybitych oknach i porzuconych w szkole zeszytach. Wyciągać wnioski, żeby ludzkość więcej nie popełniała takich błędów.

Prypeć Czarnobyl

szkoła Prypeć Czarnobyl

Prypeć Czarnobyl

Stalkerzy

Słyszeliście o stalkerach? Mi to słowo kojarzy się z grą komputerową albo książką. Albo bardzo starym rosyjskim filmem, na którym prawie zasnęłam. Stalkerzy to dla mnie jakieś pół-fikcyjne postaci, które powstały w czyjejś wyobraźni. Trochę jak wróżka zębuszka. Ale kiedy przyjechałam do Strefy, to spojrzenie się zmieniło. Mimo że niewiele zostało tam do wyszabrowania, oni nadal się błąkają, szukając “artefaktów” i wynosząc nawet tak niebezpieczne przedmioty, jak silnie napromieniowane stroje likwidatorów. Podobno nawet mają swoje bazy noclegowe w Prypeci – policja zna ich lokalizację i raz na jakiś czas wpada sprawdzić, czy kogoś znowu nielegalnie nie przywiało. Podobno to oni zebrali w szkole słynną już kolekcję masek przeciwgazowych. Na pytanie “czego tu szukają?” Dima odpowiedział enigmatycznie: “wolności”. Ciągle zastanawiam się jak to rozumieć, ale kiedy patrzyłam na to opuszczone miejsce, w którym ludzki twór zwrócił się przeciwko swojemu stwórcy, a przyroda przejmuje każdy zagospodarowany przez człowieka kawałek ziemi, trochę rozumiem.

szkoła Prypeć Czarnobyl

Bezpieczeństwo w Czarnobylu

Wycieczki do Czarnobyla są kontrowersyjne, ponieważ kwestionowane jest ich bezpieczeństwo. Ludzie boją się przede wszystkim promieniowania, a nasza polska wstrzemięźliwość w ufaniu Wschodowi powoduje, że część ludzi wątpi nawet w odczyty liczników Geigera, które można wypożyczyć na miejscu.

Prawda jest taka, że zorganizowane wycieczki do Strefy Wykluczenia są zawsze bezpieczne – prowadzą je licencjonowani przewodnicy po sprawdzonych trasach. Promieniowanie w większości zony nie przekracza 1,5 µSV, czasami potrafi podskoczyć. Najwięcej ile my spotkaliśmy to 7 µSV w jednym z promieniotwórczych hotspotów.

Tylko co to znaczy? Myśląc o promieniowaniu warto pamiętać, że jesteśmy stale przez nie otoczeni, tylko w różnych dawkach. Dla zrozumienia jak niewielkie są to dawki, przytoczę przykłady z artykułu Marcina Wesołowskiego:

  • 0,15 µSv / godzinę: normalny, codzienny, wynikający z natury, poziom promieniowania. Norma waha się od 0.08 do 1,0 µSv / godzinę
  • 0,14 µSv / godzinę: poziom promieniowania w Kijowie
  • 0,12 µSv / godzinę: poziom promieniowania w mieście Czarnobyl
  • 0,21 µSv / godzinę: poziom promieniowania w San Francisco
  • 8,0 µSv / godzinę: poziom (maksymalny) promieniowania w samolocie na wysokości przelotowej

Oznacza to, że przebywając w Strefie z przewodnikiem, który zna sprawdzone trasy, nie napromieniujecie się bardziej, niż w czasie lotu samolotem. Dociekliwych odsyłam do artykułu Marcina na jego blogu wesolowski.co. Tam znajdziecie bardzo szczegółowe informacje dotyczące promieniowania w Strefie i tego, dlaczego przebywanie w niej nie jest niebezpieczne.

licznik Geigera Prypeć Czarnobyl hot spot

Oko Moskwy

Ostatnim punktem programu było Oko Moskwy (zwane też Dugą) – gigantyczny radar, który miał służyć ZSRR w czasie zimnej wojny. Wymiary nadajnika to 85 m wysokości i 210 długości, a odbiornika – 135 m wysokości i 300 długości. Na terenie ZSRR istniały jeszcze dwa inne, jednak oba są już rozebrane. Ten zachował się (także przed złomiarzami) tylko ze względu na położenie w zamkniętej strefie w Czarnobylu. Niedawno jednak i jego zaczęto rozbierać, więc może była to jedna z ostatnich okazji, by go zobaczyć.

Której nie dostaliśmy, bo w drodze… zakopał nam się autokar. Cztery godziny na mrozie i paczkę kabanosów później, w kompletnej ciemności, ostatecznie uratowały nas połączone siły lokalnej straży pożarnej i traktora administracji.

Czarnobyl

Czarnobyl

W ten sposób nie zobaczyliśmy Oka Moskwy, ale byliśmy też jedyną grupą opuszczającą Strefę po zachodzie słońca (co się nie zdarza, ponieważ grupy mogą tam przebywać tylko w świetle dnia).

Czarnobyl wjazd

To był, pod wieloma względami, wyjątkowy wyjazd. I wcale nie dlatego, że zwiedzaliśmy opuszczone budynki. To można robić w wielu miejscach, w Polsce i na świecie. Był wyjątkowy, bo mieliśmy okazję zobaczyć miejsce, w którym spotkały się siły ludzkiej technologii i przyrody. Miejsce, w którym nasza ludzka pycha została ukarana i zapłaciliśmy za to krwawą cenę. Mam w zwyczaju nie patrzeć na takie wydarzenia przez pryzmat kraju, bo do różnego rodzaju katastrof dochodzi na całym świecie. Moje pytanie brzmi, czy MY jako LUDZKOŚĆ wyciągniemy lekcję z tej tragedii, która zabiła setki ludzi, dziesiątki tysięcy pozbawiła domów i postawiła w energetycznym kryzysie dopiero co odrodzony kraj?

Pozostaje mieć nadzieję, że tak.

A.

PS. Zostawiamy Was z kilkoma dodatkowymi kadrami z tej podróży.

mural Prypeć Czarnobyl

mural Prypeć Czarnobyl

restauracja Prypeć Czarnobyl

Ratusz Prypeć Czarnobyl

Prypeć Czarnobyl kino

kawiarnia Prypeć Czarnobyl

Prypeć Czarnobyl

Recommended Posts