Dzień 10 czyli drugie podejście do niedźwiedzi w Zărnești i kościoła Prejmer, starówka Brașova, zamek w Feldioarze, rozpadający się kościół w Homorodzie i warownia Rupea

Vampire Camping okazał się bardzo przyjemnym miejscem, przebywa tam sporo naszych rodaków i chyba muszą przyjeżdżać regularnie, bo właściciel kampingu zna całkiem sporo słów po polsku. Opanowany raczej przez rodziny z dziećmi niż imprezowiczów, dał nam schronienie po wczorajszym błądzeniu w ciemności.

Od razu po pobudce zaczynamy zwijać obozowisko (w trakcie pochłaniamy śniadanie), bo przed nami drugie podejście do zobaczenia rezerwatu miśków. Docieramy do Zărnești Bear Sanctuary kilkadziesiąt minut po jego otwarciu (a czynne jest jedynie w wąskim okienku pomiędzy 9 a 11) i ku naszemu zaskoczeniu na miejscu wita nas ogromna kolejka.  Grzecznie w niej stajemy i czekamy… czekamy…. i czekamy. W pewnym momencie do naszych uszu dociera komunikat o braku miejsc w wycieczkach z językiem angielskim – znosimy to dzielnie, bo bardzo chcemy zobaczyć niedźwiedzie, chociażby przewodnik miał mówić po rumuńsku. Gdy już wyciągam rękę chcąc kupić bilety, pani w okienku informuje mnie, że nie ma już wolnych miejsc. Jak można mieć takiego pecha?  Po bezskutecznych próbach „dogadania się” zostajemy odprawieni z kwitkiem. Wielkie jest nasze rozczarowanie, bo rezerwat jest unikatowym miejscem – doświadczone przez los niedźwiedzie (znęcanie się, zmuszanie do pracy, odurzanie narkotykami) dostają tu drugą szansę na życie. Niestety tym razem nie dane nam będzie ich zobaczyć. Rozczarowani i źli ruszamy w dalszą drogę, po drodze przeganiając z niej konie.

Rumunia konie

Prejmer

Naszym następnym celem jest miejscowość Prejmer, gdzie mieści się jeden z najlepiej ufortyfikowanych kościołów we wschodniej Europie (do którego również robimy już drugie podejście – ostatnio dotarliśmy tu, gdy warownia była już zamknięta).  Otoczona murem świątynia sprawia wrażenie nie do zdobycia. Wysokie na 14 metrów mury dawały w przeszłości schronienie dla 270 rodzin. Zbudowana w XIII wieku przez krzyżaków forteca była wielokrotnie modernizowana i przebudowywana, a w swojej ostatecznej formie mieściła w swoich murach m.in. szkołę i młyn. Po raz kolejny jesteśmy pod wielkim wrażeniem rozmachu warownych kościołów.

kościół warowny Prejmer Rumunia

kościół warowny Prejmer Rumunia

kościół warowny Prejmer Rumunia

kościół warowny Prejmer Rumunia

kościół warowny Prejmer Rumunia

kościół warowny Prejmer Rumunia

kościół warowny Prejmer Rumunia

kościół warowny Prejmer Rumunia

Brasov

Wracamy do Brașova, by jeszcze raz zanurzyć się w starówkę tego pięknego miasta. Zaraz po zaparkowaniu ruszamy na targ po świeże owoce i kierujemy się w stronę Czarnego Kościoła. Ta największa w Rumunii świątynia swoją nazwę zawdzięcza czarnym śladom na elewacji, będącymi pamiątkami po pożarze w XVII w. Wznoszenie tej monumentalnej budowli zajęło mieszkańcom Siedmiogrodu blisko 100 lat, jego wnętrze jest istną mieszaniną stylów (niestety gotyckie wnętrze nie przetrwało pożaru), a dodatkową atrakcją są olbrzymie organy (ponad 4000 piszczałek), których brzmienia można posłuchać podczas odbywających się tu koncertów.

Czarny Kościół Brasov Rumunia

Czarny Kościół Brasov Rumunia

Czarny Kościół Brasov Rumunia

Po oględzinach kościoła pozwalamy sobie zgubić się w uliczkach starówki, powoli wędrując do dzielnicy Șhei, będącej niegdyś jedyną wolno dostępną dzielnicą dla Rumunów w Brașovie (w czasach gdy miastem rządzili Sasi). Na szczególną uwagę zasługuje Brama Șchei, będąca jedną z bram miejskich oraz Strada Sforii (ulica Sznurowa), będąca najwęższa uliczka w Europie o szerokości zaledwie 1,32 metra. Z ulicą tą wiąże się ciekawy przesąd: przejście przez nią ma uchronić parę od kłótni. Wiemy, że to tylko przesąd, ale na wszelki wypadek przechodzimy nią kilka razy…

Brama Schei Brasov Rumunia

Brasov Rumunia Strada Sforii

Brasov Rumunia Strada Sforii

Brasov Rumunia

Brasov Rumunia

Brasov Rumunia

Zamek w Feldioarze

Droga znowu nas wzywa. Z Brașova kierujemy się do Feldioary, gdzie odwiedzamy krzyżacki zamek górujący nad malowniczą okolicą.  W czasie średniowiecza miejscowość ta nosiła nazwę Marienburg (Malbork). Nie jest to zbieg okoliczności, ponieważ osada ta stanowiła w tamtym czasie siedzibę zakonu krzyżackiego. Obecna nazwa pochodzi od węgierskiego słowa Földvár które oznacza „zamek nad błotem”. Zamek jest bardzo dobrze zachowany, ale jego wnętrze dopiero przechodzi proces przygotowania dla zwiedzających. Po wspięciu się na mury i obejrzeniu ekspozycji ruszamy dalej.

zamek w Feldioarze Rumunia

zamek w Feldioarze Rumunia

zamek w Feldioarze Rumunia

zamek w Feldioarze Rumunia

zamek w Feldioarze Rumunia

zamek w Feldioarze Rumunia

Kościół warowny w Homorodzie

Kolejnym przystankiem jest miejscowość Homorod, gdzie mieści się (jakżeby inaczej?) kolejny kościół  warowny. Po przyjechaniu na miejsce okazuje się, że obecnie prowadzone są prace renowacyjne. Zastanawiamy się, czy uda nam się zobaczyć wnętrze. Po wejściu na podwórze spotykamy grupkę ludzi, jeden z nich natychmiast się nami interesuje i przy pomocy miejscowego nastolatka, zaczyna opowiadać nam historię kościoła (starszy Pan mówił tylko po niemiecku, a jego pomocnik operował i niemieckim i angielskim, co na jego 19  lat i raczej biedną okolicę wydaje się sporym osiągnięciem). Wchodzimy na szczyt wieży, po dość chybotliwych drewnianych drabinkach. Rozglądamy się po okolicy w międzyczasie podpytując naszego przypadkowego „przewodnika” o życie w Rumunii. Rozmowa z nim jest równie ciekawym doświadczeniem jak oglądanie panoramy okolicy. Po zejściu z wieży zaglądamy do przytulonego do niej kościoła, który zarówno od zewnątrz jak i od środka prosi się o remont. Opuszczamy to miejsce z dużym przeświadczeniem, że potencjał turystyczny Rumunii dopiero czeka na pełne rozwinięcie, a takie miejsca jak Homorod na renowację, która ukaże je w pełnej krasie.

kościół warowny Homorod Rumunia

kościół warowny Homorod Rumunia

kościół warowny Homorod Rumunia

kościół warowny Homorod Rumunia

kościół warowny Homorod Rumunia

Warownia Rupea

Dzień powoli dobiega końca, zaczyna też lekko kropić. Na dzisiaj został nam już tylko jeden zamek do odwiedzenia, mieszczący się w tej samej miejscowości co nasz nocleg, noszącej nazwę Rupea. Nad niewielkim miastem góruje zamek, którego prapoczątki sięgają aż VII w. Leżąca na szlakach komunikacyjnych osada w średniowieczu kwitła. Czasy świetności miasta zakończyły się dopiero w XV w. , gdy zostało ono splądrowane przez Turków, a zamek zniszczony. Ruiny zostały odrestaurowane i oddane do dyspozycji zwiedzających. Wspinamy się po wzgórzu, a po przejściu bramy twierdzy, po drodze z kocich łbów, do najwyższego punktu, aby  móc podziwiać przepiękną panoramę miasta oraz malownicze krajobrazy Siedmiogrodu. Po drodze mijamy liczne wieże i pomieszczenia gospodarcze – niestety zupełnie puste, ale oczyma wyobraźni dostrzegamy jak mogłoby wyglądać życie w takim miejscu.

Warownia Rupea Rumunia

Warownia Rupea Rumunia

Warownia Rupea Rumunia

Warownia Rupea Rumunia

Warownia Rupea Rumunia

Warownia Rupea Rumunia

Zwiedzanie zamku kończy atrakcje zaplanowane na dzisiaj – kierujemy się w stronę znalezionego wcześniej hotelu. Drzwi otwiera nam miła starsza Pani, która niestety nie rozumie nic po angielsku, ale za to potrafi komunikować się po niemiecku, więc jakoś udaje nam się dogadać. Pokój, który dla nas przygotowała, przekracza nasze najśmielsze oczekiwania – w takim miejscu jeszcze nie mieliśmy okazji nocować. W połowie po niemiecku, a w połowie na migi, nasza gospodyni zaprasza nas na szklaneczkę palinki. Przez grzeczność nie możemy odmówić. Gdy zasiadamy do stołu spotykamy pozostałych gości hotelu – sędziwego Niemca i parę włosko-turecką. Prawie do północy snujemy opowieści o podróżach i historii Transylwanii, popijamy palinkę i spoglądamy na pięknie oświetlony zamek.

Przydatne info

  1. Vampire Camping – kamping położony tuż obok zamku Bran, oferujący bardzo dobre warunki w przystępnej cenie (za dwie osoby, namiot i możliwość zaparkowania auta zapłaciliśmy 73 leie). Dodatkowym atutem jest właściciel kampingu znający kilka zwrotów po polsku 😊
  2. Zarnesti Bear Sanctuary – rozpiska z cenami biletów znajduje się na stronie:, polecamy zjawić się na miejscu jak najwcześniej z uwagi na ograniczoną ilość biletów na dany dzień.
  3. Prejmer – za zwiedzanie zapłacimy odpowiednio 10 lei za osobę dorosłą i 5 za studenta.
  4. Czarny kościół w Brașovie – wejście kosztuje 6 lei za osobę dorosłą i 3 za studenta. Wieczorami w kościele odbywają się koncerty organowe (w tym czasie świątynia jest zamknięta dla zwiedzających).
  5. Feldioara – za wejście na teren zamku zapłacimy 15 lei za osobę dorosłą i 5 za studenta.
  6. Rupea – możliwość odwiedzenia będzie nas kosztować 10 lei (brak zniżek dla studentów).

F.

Dla ciekawskich: Nasze podsumowanie wyjazdu do Rumunii