Dzień 12 czyli kościół w Biertanie, starówka w Mediaș, wielki wąwóz Cheile Turzii i Cluj-Napoca

Z żalem opuszczamy Sighișoarę. Naszym dzisiejszym celem jest dotarcie do Cluj-Napoci – drugiego co do wielkości miasta w Rumunii.Pierwszym przystankiem na naszej drodze jest miejscowość o nazwie Biertan, gdzie mieści się jeden z najbardziej okazałych kościołów warownych. Monumentalna świątynia góruje nam małym miasteczkiem, położonym w dolinie rzeki Târnava Mare. Szybko pniemy się po schodach znajdujących się w tunelu, który łączy otoczoną murami świątynie z resztą zabudowań, i już po chwili możemy podziwiać panoramę całej okolicy. Zaglądamy do wnętrza gotyckiego kościoła, które utrzymane jest w surowym stylu, a nad ławami powiewają prawie zupełnie wyblakłe proporce. W drodze powrotnej do auta zatrzymujemy się na rynku, gdzie u miejscowej handlarki zaopatrujemy się w domowej roboty syropy owocowe, które dołączają do naszej kolekcji pamiątek na tyle Cheviego.

Ruszamy dalej i po trwającej około godzinie podróży, przez rolnicze wioski, a następnie kręte serpentyny, docieramy do Mediaș. Jest to małe miasteczko położone niemal w centrum Siedmiogrodu, które łączy z Polską fakt, że to tutaj, po ogłoszeniu go w Krakowie królem Polski, książę Stefan Batory zaprzysiągł pacta conventa (m.in. przyrzekł odebrać dla Rzeczpospolitej ziemie zagrabione przez Iwana Groźnego). Urządzamy sobie mały spacer po starówce, (która nie wpadła nam w oko i dopiero po wyjeździe z miasta zorientowaliśmy się, że zwiedzanie odbyliśmy bez aparatu) który kończymy w mało rumuńskiej restauracji – Texas Grill and More (mają bardzo dobre burgery). Wzmocnieni obiadem szykujemy się już do aktywnej części dzisiejszego dnia jaką będzie przejście wąwozu.

Cheile Turzii

Cheile Turzii (Wąwóz Turzii) ukazuje się nam już z bardzo daleka, a w miarę zbliżania się do niego, rośnie w oczach do przytłaczających rozmiarów. Po szybkiej zmianie ubrań na bardziej sportowe, udajemy się w podróż przez wąwóz. Po krótkim spacerze przez las i przejściu kładki nad strumieniem, docieramy do wejścia do parku. Dalsza droga kolejny raz uświadamia nam, jak piękna jest przyroda w Rumunii. Wielkie skały spoglądają na nas z obu stron, a liczne wąskie mosty przerzucone nad płynącym dnem wąwozu strumieniem, dodają szczyptę adrenaliny. Trasa nie jest długa (zajmuje około 1,5 godziny w jedną stronę), ale dostarcza sporo wrażeń. Po drugiej stronie rozpościera się polana, na której obozuje dość duża szkolna wycieczka. Skłania nas to do zmiany planów (pierwotnie chcieliśmy tu się na trochę zatrzymać) i szybszego powrotu, by uniknąć przeprawy wśród 50 dzieci na około nas.

Po wyjściu z wąwozu kierujemy się do miejsca docelowego, czyli historycznej stolicy Transylwanii – Cluj-Napoci. Ślady ludzkiego osadnictwa w tym miejscu sięgają cesarza Trajana (przełom I i II w.), który założył tu obóz legionu o nazwie Napoca. Podczas wędrówki ludów (okresu migracji plemion barbarzyńskich u schyłku starożytności i średniowiecza) osada została zdobyta i zniszczona. Swój ponowny rozkwit Napoca rozpoczęła od nadania praw miejskich w XIII w. przez króla Węgier Stefana V. Przez większą część swojego istnienia miasto pozostawało w granicach węgierskich, a dopiero po I wojnie światowej trafiło pod panowanie Rumunów.

Cluj – Napoca

Wkraczamy do miasta od południowej strony, co daje nam fantastyczny widok na panoramę całego Cluju. Dojeżdżamy do pola kampingowego, na którym pierwotnie planowaliśmy nocować. Na miejscu dowiadujemy się, że z uwagi na odbywający się w mieście festiwal muzyczny o nazwie Untold (goszczący gwiazdy muzyki z całego świata, np. Black Eyed Peas), na wolne miejsca noclegowe gdziekolwiek w promieniu kilku kilometrów nie mamy szans. Kierownik obozu proponuje nam spanie w samochodzie… Nie poddajemy się i po dłuższych poszukiwaniach udaje nam się znaleźć nocleg zaledwie 15 km od miasta. Jedziemy rozpakować rzeczy i ruszamy na nocne zwiedzanie. Wszędzie panują straszne korki, ale po przebiciu się przez okolice stadionu, na którym odbywają się koncerty, znajdujemy wolne miejsce do zaparkowania. Cluj nocą bardzo przypadł nam do gustu. Pozwalamy sobie na błądzenie uliczkami, by na koniec trafić na rynek i pięknie oświetlony, monumentalny gotycki Kościół św. Michała. Tuż obok niego znajduje się pomnik króla Węgier – Macieja Korwina. Obok władcy widzimy oddające mu hołd cztery postacie, a wśród nich przyszłego Polskiego króla Stefana Batorego.

W okolicach starówki jest mnóstwo knajpek, każda urządzona w innym stylu. Na wieczornego drinka wybieramy tą urządzoną w kubańskim klimacie, która wydaje się zupełnie z innej bajki niż Cluj. Ale mają tu dobre piwo (i wodę dla Ani), wiec wsłuchani w kubańskie rytmy, pozwalamy sobie na chwilę wytchnienia na koniec tego pełnego wrażeń dnia.

Przydatne info

  1. Biertan – w okolicach kościoła i rynku obowiązuje opłata za parking w kwocie 5 lei. Za wejście do kościoła zapłacimy 10 lei (brak zniżek dla studentów)
  2. Cheile Turzii – opłaty za wejście na teren parku wynoszą 4 leie za osobę. W przejściu przez wąwóz, które zajmuje około 45 minut, przydadzą się dobre buty, miejscami trasa jest dość trudna (łańcuchy i wiszące nad rzeką mosty).

F.

Dla ciekawskich: Nasze podsumowanie wyjazdu do Rumunii