Jesienny weekend w Bieszczadach

Sezon urlopowy za nami, więc trzeba grzecznie pracować. Na szczęście nie znaczy to jednak, że pozostaje nam tylko szaro-bura Warszawa. Póki co mamy większe doświadczenie w krótkich wypadach weekendowych niż pełnoformatowych wyjazdach zagranicznych, a jednym z miejsc, w których ostatnio byliśmy, są Bieszczady.

Dla mnie są miejscem magicznym. Niepozorne i jakby rozespane, a do tego ze swoim niepowtarzalnym klimatem, w którym nie dość, że czas zwalnia, to jeszcze czujesz się jak u siebie. Są moim „miejscem mocy”. Byłam tu kilka razy – latem i zimą. W lato żar leje się z nieba lub deszcze zamieniają ścieżki w płynące gliną strumienie. Zimą oczy oślepia wszechogarniająca biel, a czasem przez kilka dni nie można wyjść na szlak ze względu na ilość śniegu i wiatry szalejące po połoninach. A jesień? Ech, jesień! (Więcej o jesieni we wpisie Filipa, dla którego była to pierwsza wizyta w Bieszczadach).

Weekend w Bieszczadach, kiedy mieszka się w Warszawie, jest nie lada wyzwaniem. Postanowiliśmy więc wydłużyć go do poniedziałku. Po kilku godzinach w samochodzie, 10 min od noclegu w Lutowiskach, zatrzymała nas na kontrolę Straż Graniczna. Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że okazało się, że Chevy nie ma wbitego w dowód przeglądu…. Oczywiście był robiony, zrobiliśmy go przed wyjazdem do Rumunii, ale widocznie zapomnieli go wbić. Strażnicy na szczęście nas puścili, ale kosztowało nas to kilka cennych godzin w sobotę, spędzonych w lokalnej stacji kontroli pojazdów. Na szlak ruszyliśmy dopiero ok 14:00. No cóż, pech to pech! Później poszło już w górki.

Poniżej przedstawiamy Wam miejsca, które odwiedziliśmy i szlaki, którymi spacerowaliśmy w ten wyjątkowy weekend, kiedy to Bieszczady płonęły królewskimi barwami jesieni.

„W Bieszczady jedzie się raz, a potem już tylko wraca.” (autor nieznany)

Bieszczady jesień

OTRYT
z Lutowisk

Został nam tylko kawałek soboty, więc wyruszyliśmy na pobliski Otryt. Szlak rusza właściwie spod samego domu, wije się zboczami, wśród złociejących drzew i krzewów. Dojście na szczyt zajmuje około dwóch godzin, wliczając w to wszystkie przystanki na westchnienia nad kolorami, pogawędki i wspinanie się na drzewo. Na szczycie stoi Chata Socjologa – odbudowana po pożarze w 2003 roku. Usiedliśmy z boku, obserwując jak jej goście, ewidentnie znający się między sobą, dyskutują przy stołach, posilają się kawą, odpoczywają w hamakach i śmieją się do siebie. Było tam tak… swojsko? Przy ławeczce, na której usiedliśmy, wisiał napis „Tutaj mówimy sobie na Ty”, a przy wejściu „Zakaz używania telefonów komórkowych”. Mieliśmy wrażenie, że wkroczyliśmy w coś intymnego, jakby do czyjegoś domu. Trochę im pozazdrościliśmy, bo sprawiali wrażenie, jakby świat się tu dla nich na chwilę zatrzymał. Cichaczem odeszliśmy, zostawiając ich w tym iście bieszczadzkim miejscu.

Bieszczady jesień Otryt Chata Socjologa

Bieszczady jesień

Bieszczady jesień

Bieszczady jesień

Bieszczady jesień

Bieszczady jesień

Bieszczady jesień

 

MAŁA RAWKA – WIELKA RAWKA – KRZEMIENIEC
z Przełęczy Wyżniańskiej do Ustrzyk Górnych

Przez 14 lat byłam harcerką w środowisku bardzo ściśle związanym z Bieszczadami, a zastęp, w którym byłam lata temu, nazywał się „Krąg Kremenarosa” (Kremenaros to węgierska nazwa Krzemieńca). Zawsze więc chciałam wejść na Krzemieniec, ale jakoś nigdy nie było okazji. Tym razem ją stworzyłam!

Ruszyliśmy z Przełęczy Wyżniańskiej, zostawiając samochód na zatłoczonym parkingu. Tym razem szliśmy w otoczeniu tak charakterystycznym dla Bieszczadów – trochę krzaków, a później otwarta przestrzeń połoniny. Z Małej Rawki skręciliśmy na Wielką, a tuż za nią zaczęły się słupy graniczne – polskie i ukraińskie. Krzemieniec jest wyjątkową górą – jego szczyt skrywa się w lesie i nie wyróżnia się wysokością, jednak stoi na styku granic trzech krajów: Polski, Ukrainy i Słowacji. Szlak na górę wiedzie wzdłuż biało – czerwonych i niebiesko – żółtych słupów granicznych.

Przy słupie, który wyznacza szczyt góry, był tłum ludzi (pogoda ściągnęła w Bieszczady niespotykaną liczbę piechurów jak na jesień), więc szybko się wycofaliśmy. Zeszliśmy ze szlaku przed Ustrzykami Górnymi, skąd złapaliśmy stopa na parking na Przełęczy Wyżniańskiej. Zostało nam jeszcze trochę dnia, więc wspięliśmy się do połowy Połoniny Caryńskiej, żeby obejrzeć zachód słońca. To była dobra decyzja, choć nogi już trochę odmawiały posłuszeństwa.

Bieszczady jesień

Bieszczady jesień Mała Rawka

Bieszczady jesień Mała Rawka

Bieszczady jesień Wielka Rawka

Bieszczady jesień

Bieszczady jesień Krzemieniec

Bieszczady

 

POŁONINA CARYŃSKA
z Ustrzyk Górnych na Przełęcz Wyżniańską

W poniedziałek zrobiliśmy jeszcze szybki wyskok w góry – wystartowaliśmy z Ustrzyk Górnych, żeby zdobyć Połoninę Caryńską. Tego dnia było mniej ludzi niż w niedzielę (no cóż, większość pewnie siedziała już w swoich biurach przed komputerami), ale nadal nie byliśmy sami na szlaku. Jesień nie przestawała zachwycać, chociaż powoli czuliśmy już kilometry, które zrobiliśmy przez te 2 dni.

Widok z Połoniny Caryńskiej zapiera dech w piersiach, a wiatr wpycha oddech z powrotem w usta. Usiedliśmy na chwilę, żeby się posilić i kontemplować otaczające nas piękno. Patrząc na drobne dolinki, zabudowę wsi i miasteczek, żółto – pomarańczowo – czerwone buki i setki kilometrów górskich grzbietów wiedzieliśmy, że to nie jest nasza ostatnia wizyta w Bieszczadach.

Bieszczady jesień Połonina Caryńska

Bieszczady jesień Połonina Caryńska

Bieszczady jesień Połonina Caryńska

 

SIEKIEREZADA
Cisna

To podobno miejsce kultowe. Spotykają się tu artyści, muzycy i malarze. Bieszczadnicy i podróżnicy. Wpadliśmy na kolację, żeby choć trochę poczuć ten klimat. Całe wnętrze jest pełne rękodzieła, głównie związanego z biesami – figurki, malunki, witraże, wszystkie przedstawiające diabły na setki różnych sposobów. Do tego poroża leśnej zwierzyny i pamiątki po odwiedzających to miejsce wędrowcach.

Trzeba odstać swoje w kolejce po zamówienie, ale babę ziemniaczaną (tutaj pod nazwą „tłuczeniok”) mają dobrą 😊 No i własne piwo, z piękną, wierszowaną etykietką (zdjęcie).

Bieszczady Siekierezada Cisna

Bieszczady Siekierezada Cisna

Bieszczady Siekierezada Cisna

Bieszczady Siekierezada Cisna

Bieszczady Siekierezada Cisna

 

NOCLEG
Lutowiska

W Bieszczadach powstało już kilka hoteli z prawdziwego zdarzenia, jednak tatrzańska komercjalizacja jeszcze tu nie dotarła. Górę biorą schroniska, stare hostele w stylu PRL-owskim i prywatne kwatery. I cieszy mnie to bardzo, bo dzięki noclegowi w takim miejscu możesz poczuć się mniej jak turysta, a bardziej jak bywalec.

My tym razem wybraliśmy miejsce oddalone od tych najgłówniejszych – Dziką Perpektywę w Lutowiskach. Nie wiem czy to pensjonat czy domowe Airbnb, w każdym razem meldowaliśmy się sami w środku nocy, a oprócz nas nocowała tam jeszcze jedna para. Mieliśmy do dyspozycji, oprócz pokoju, swojską kuchnię, różne rodzaje herbaty, duży salon i taras, na którym pogoda pozwoliła jeść śniadania. Byliśmy tam trochę w domu, i za to Wam, Dzika Perspektywo, dziękujemy 😊

Bieszczady Lutowiska Dzika Perspektywa

Bieszczady Lutowiska Dzika Perspektywa

Bieszczady Lutowiska Dzika Perspektywa

Bieszczady Lutowiska Dzika Perspektywa

 

Nas jesienne Bieszczady urzekły. Na pewno tam wrócimy.

 

„Każda z czterech pór roku po swojemu wpisuje się w ten górski pejzaż. Rozkrzyczana barwami jesień czerwienią wyznaje miłość przedwiecznym bukom, a potem rudą paletą zawstydzonych kolorów zapada w leniwą drzemkę na połoninach. Zima spada na nie gwałtownie jak jastrząb, który wypatrzył swoją ofiarę. Jej mroźny oddech w gwałtownych porywach pędzi śniegową zamiecią. Tu i ówdzie przetoczy się śmiercionośną lawiną, by z wiosną rozpłynąć się w wartkim nurcie górskiego potoku. A te zebrawszy się w sobie, wzmagają bystrość Sanu i Solinki.”

„Bieszczady z nieba”, album

 

Przydatne info

  1. Godziny otwarcia restauracji – koniecznie sprawdzajcie! My w niedzielę o 19:00 godzinę szukaliśmy miejsca, gdzie moglibyśmy coś zjeść i ostatecznie stanęło na, zamykającym się już, bufecie hotelowym, kilkadziesiąt kilometrów od Lutowisk.
  2. Gotówka – warto ją mieć, nie wszędzie zapłacicie kartą.
  3. Za wejście do Bieszczadzkiego Parku Narodowego obowiązują symboliczne opłaty (maks do 7 zł). Za parking zapłacicie ok 10 zł za cały dzień.
  4. Bieszczady są ułożone w pasma, więc bardzo ciężko zrobić sobie pętle z jednego miejsca w to samo. Polecamy w związku z tym przemieszczać się między zejściami ze szlaków a parkingiem na stopa – ludzie w Bieszczadach są bardzo pomocni i chętnie się zatrzymują, żeby podrzucić kogoś te kilka kilometrów.
  5. Czas przejścia tras:
    1. Lutowiska – Otryt – Lutowiska: 4 h
    2. Przełęcz Wyżniańska – Mała Rawka – Wielka Rawdka – Krzemieniec – Ustrzyki Górne 7h
    3. Ustrzyki Górna – Połonina Caryńska – Przełęcz Wyżniańska 4 h
  6. Za 2-osobowy pokój w Dzikiej Perspektywie zapłaciliśmy 100 zł za noc. Polecamy to miejsce!

A.

Inne wpisy o wyjazdach w polskie góry:

Mój pierwszy raz w Bieszczadach

Magiczny Beskid Sądecki

Beskid Żywiecki – Rysianka