Sarmizegetusa Ulpia Traiana

Po pobudce szczęśliwie okazało się, że przestało padać. Zamawiamy na śniadanie porcję mititei (zdjęcie w poście z dnia 1), tym razem z placinta cu branza  (pieczony placek drożdżowy z bryndzą) i rozpoczynamy zwijanie obozowiska.

placinta cu branza Rumunia

Tuż przed spakowaniem ostatnich rzeczy dzieje się to, czego obawialiśmy się jeszcze w Polsce – akumulator w Chevim odmawia posłuszeństwa. Nie jesteśmy jednak zbyt przejęci, specjalnie na taką okoliczność zabraliśmy z Polski kable, a na polu namiotowym nie brakuje samochodów – ktoś na pewno nam pomoże. Ruszamy, postanawiając, że zajmiemy się tym po powrocie.

Przed wyruszeniem sprawdzamy szlak na mapie i upewniamy się, że wiemy jak powinniśmy iść. Okaże się jednak, że nie tak łatwo odnaleźć drogę. Docieramy do miejsca, z którego wycofaliśmy się wczoraj i idziemy dalej. Po niedługiej wędrówce docieramy do punktu widokowego, który pozwala nam zobaczyć jak duży jest lej krasowy w Ponorze.

Twierdza Ponor Rumunia

Było niebezpiecznie

Próbujemy iść dalej, droga staje się bardzo ciężka i wąska, ale skoro miało być „very difficult” to niezrażeni szukamy dalszej trasy. Obchodzimy grań naokoło i żadne z zejść w dół nie wydaje się być szlakiem, żadne też nie ma oznaczeń szlaku. Jedna ze ścieżek wydaje się obiecująca, i pomimo obiekcji Ani decyduję się spróbować zejść. Obiekcje były w pełni uzasadnione, bo już po chwili moja stopa ucieka na glinianym podłożu i lecę w dół… Od stoczenia się na samo dno leja ratuje mnie zwalony konar drzewa, na którym się zatrzymuje. To było umiarkowanie mądre.

Decydujemy się wrócić na główną drogę i próbujemy zaatakować szlak z drugiej strony. Przy drogowskazie natrafiamy na wędrowca z Niemiec, który wskazuje nam właściwy szlak, informując nas o dwóch jaskiniach, bardzo wartych zobaczenia. Nareszcie jesteśmy tam gdzie powinniśmy, więc pewni siebie przemy do przodu. Szlak jest stromy i dość ciężki. Po jakiejś godzinie marszu spotykamy dwójkę Polaków: okazuje się, że minęliśmy wejście do jaskiń, ale to w sumie nic nie szkodzi, bo z uwagi na poziom wody i tak nie można do nich wejść. Mówi się trudno i idzie dalej… Docieramy na punkt widokowy i oczywiście znowu zaczyna padać.

Twierdza Ponor Rumunia

Przyspieszamy kroku, ale na grani jest to dość ciężkie. Udaje nam się okrążyć lej  i powrócić na szlak wiodący z powrotem na pole namiotowe. Zaczynamy się martwić, bo w deszczu nie uda nam się odpalić samochodu z kabli, ale tym razem los się do nas uśmiecha i przestaje padać.

Akcja ratunkowa

U wejścia do obozowiska spotykamy Polaków, z którymi rozmawialiśmy na szlaku. Zgadzają się nam pomóc i już po chwili połączeni kablami próbujemy wskrzesić Cheviego. Nie idzie nam zbyt dobrze – łapie prąd, ale zbyt słaby żeby odpalił. W tym miejscu na pomoc rusza nam Oberżysta (zwany przez nas Januszem), który po zerknięciu jak nam idzie, po chwili wraca ze swoim kompletem kabli. Jego kable nie mają klamer, ale on wydaje się być pewny, że wie co robi (palcami dociska pęk drutu do akumulatora). Samochód odpala od razu!

Chevrolet Trax kemping Glavoi

Dwójka Polaków otrzymuje od nas Ptasie Mleczko, a Oberżysta zostaje obdarowany przez nas buteleczką polskiej wódeczki, co rodzi szeroki uśmiech na jego ogorzałej od słońca twarzy (specjalnie na takie okazje zabraliśmy polskie słodycze i wódkę). Życzy nam szerokiej drogi, a my wyjeżdżamy z doliny.  Trasa jest bardzo kręta i dostarcza mnóstwa wrażeń.

Sarmizegetusa Ulpia Traiana

Naszym następnym przystankiem jest Sarmizegetusa Ulpia Traiana, leżąca prawie 3 godziny jazdy na południe, niepozorna wioska, będąca jednym z najważniejszych zabytków związanych z tożsamością narodową Rumunów. Znajdują się tam ruiny stolicy rzymskiej prowincji Dacja: Colonia Ulpia Traiana Augusta Dacia. Liczące prawie 2 tysiące lat ruiny forum i amfiteatru robią na nas ogromne wrażenie, co dodatkowo jest spotęgowane przez góry Sureanu widoczne w oddali.

 Sarmizegetusa Ulpia Traiana Rumunia

 Sarmizegetusa Ulpia Traiana Rumunia

 Sarmizegetusa Ulpia Traiana Rumunia

Cytadela Corvinilor

Po przejściu ruin wzdłuż i wszerz ruszamy do celu naszej podróży na dzisiaj – Hunedoary, w której poza naszym noclegiem, znajduje się zamek, który jest oceniany jako jeden z najlepszych w Europie (m.in. tu). Cytadela Corvinilor, symbol węgierskiego panowania w Siedmiogrodzie i siedziba Jana Hunyadyego i jego syna, Macieja Korwina. Zamek jest bardzo dobrze zachowany, co wywołuje ukłucie zazdrości w związku z tak wieloma twierdzami zniszczonymi w Polsce podczas licznych wojen.

Hunedoara Cytadela Corvinilor

Hunedoara Cytadela Corvinilor

Hunedoara Cytadela Corvinilor

Po obejrzeniu zamku na zewnątrz i od środka, udajemy się na posiłek do pobliskiej oberży noszącej nazwę Vila Corviniana, a przed udaniem się na nocleg odwiedzamy zamek ponownie, by tym razem podziwiać go w mroku nocy. Jest piękny.

Hunedoara Cytadela Corvinilor

Przydatne info

  1. Sarmizegetusa Ulpia Traiana – bilet dla osoby dorosłej: 14 lei (student: 4 leie), warto poświęcić przynajmniej godzinę, obiekt jest sporych rozmiarów, podczas spaceru polecamy puścić wodze fantazji i przenieść się do czasów Rzymian.
  2. Cytadela Corvinilor– bilet dla osoby dorosłej: 30 lei (student: 5 lei), płatne jest również robienie zdjęć: 5 lei (ale nikt tego nie sprawdza). Zamek jest czynny do 20:30, na zwiedzanie od wewnątrz potrzeba około 45 minut. Polecamy również wybrać się na błonia okalające zamek.
  3. Vila Corviniana – restauracja niedaleko zamku, elegancki wystrój i smaczne jedzenie w przystępnych cenach (około 60 lei za obiad dla dwóch osób).  

F.

Dla ciekawskich, Nasze podsumowanie wyjazdu do Rumunii

Recommended Posts